Świadomość lustra

    Wszystko jest dla nas doświadczeniem. Tak widzi to dusza. Widzi to, jako zjawiska, które wywołują w niej określone wrażenia. Wrażenie zaś ukazuje się duszy, jako pewnego rodzaju całość. Tak to widzimy od wewnątrz, choć nie jesteśmy tego świadomi, nawet w kilku procentach. Pomimo jednak nieświadomości postrzeganych wewnętrznie zjawisk, wiemy, gdzie mamy dotrzeć. Jest to w nas zakodowane, wprogramowane na najgłębszych poziomach duszy.

    Dlatego, choć nieświadomie, kierujemy się w określonym kierunku, ku jedności z samym sobą, bo tylko tak będziemy mogli ukazać swoją istotę. Wydać z siebie owoc.

    Tymczasem, nasze postrzeganie siebie, życia, świata, naszego otoczenia, bliskich, dalekie jest od jakiegokolwiek zrozumienia. Nam się wydaje, jakie to wszystko powinno być. Bo tak przeczytaliśmy w książkach. Bo tak nam ktoś powiedział, a my w to uwierzyliśmy. I tu zaczyna się nasz problem. Bowiem, jak tu wieść idealne życie, gdy wokół tyle się dzieje. Gdy nasi bliscy przeżywają swoje dramaty. Gdy nasze dzieci, okazują się być nie takie, jakie sobie wymarzyliśmy. Nie takim okazuje się nasz mąż/partner. A my wbiliśmy sobie do głowy, że nasz partner powinien nas zawsze kochać. Nasze dzieci powinny być grzeczne i uczynne, byśmy mogli być z nich dumni, chwalić się nimi. A nie są takie.

    Szukamy więc z tego jakiegoś wyjścia. Zachęcamy partnera, by wziął z nami udział w terapii. Posyłamy swoje dzieci do psychologów, terapeutów. I dalej mamy problem. Jaki? Ze sobą. Bo nadal jest nieidealnie. Nadal nie możemy być szczęśliwi. Nadal nie doświadczamy życia w postaci, w której je sobie wymarzyliśmy. Nadal coś jest nie tak.

    A, nie tak, jest jedynie z nami. Z naszym nieświadomym postrzeganiem siebie i naszego otoczenia. Z tym wszystkim, co nam się wydaje. Z tym, że my kompletnie nie rozumiemy siebie, a przez to, nie potrafimy też zrozumieć naszych bliskich i otoczenia.  

    Jak bowiem chcemy pomóc naszemu partnerowi, dojść do poziomu, gdy będzie mógł swobodnie wyrażać uczucia, gdy sami tego nie potrafimy robić, i ich nie wyrażamy.

    Jak chcemy pomóc naszym dzieciom, gdy sami nie mamy uzdrowionego stosunku do własnego dzieciństwa, do tej części naszej duszy, która wciąż pozostaje na tym poziomie, a my jej nie pozwalamy się rozwinąć, dojrzeć.

    To w nas jest problem. Bo nie umiemy. Bo nie rozumiemy. Bo nie potrafimy przyjąć odpowiedniej postawy. Bo nie mamy w sobie wystarczającej mądrości, która dałaby nam odpowiedzi, na dręczące nas pytania. Bo nie kierujemy się intuicją, nie jesteśmy pokorni ani cierpliwi. Bo nam się zwyczajnie nie chce poświęcać czasu, ani życia, dla naszych bliskich, bo przecież jesteśmy w tym wszystkim, my. Nam też się od życia coś należy.

    My zaś zwyczajnie, nie rozumiemy. Nam się jedynie wydaje. Tak nauczyliśmy się żyć, myśleć, patrzeć na świat. Odtwarzać to, co mamy wprogramowane, co sobie zakodowaliśmy.

    W momencie, gdy nasz umysł się otwiera, zaczynamy przede wszystkim widzieć, własny błąd mentalny. Jeszcze nie wiemy, kiedy go popełniliśmy, ale już go widzimy. Widzimy, że to my nie potrafimy generować tego, czego oczekujemy od innych. To my nie potrafimy znaleźć wyjścia z danej sytuacji. Nie wiemy, co mamy zrobić, gdzie się skierować. Jaką postawę przyjąć, by było dobrze. Nam się wydaje.

    Robimy więc to, co nam się wydaje, że powinniśmy robić. I myślimy, że postępujemy słusznie. Że wiemy lepiej za siebie i innych. Jak myślicie, jak będzie wyglądać nasze życie z tym nieumieniem, nierozumieniem, a jedynym słusznym postrzeganiem siebie i otoczenia? Będzie pełne problemów. I jest pełne problemów. Bo nam się wydaje. Bo jesteśmy w sobie zbyt idealni i nie dajemy sobie przestrzeni na błędy, a tym samym na naukę.

    Chcesz zmiany? Proszę bardzo, tylko, czy będziesz potrafić nie oczekiwać? Nie oczekiwać np., od swego partnera idealności. Pozwolić mu iść obok, rozwijać się w swoim tempie. A przede wszystkim, odpuść wyobrażeniu, że powinien: być jakiś, jakoś postępować. Czy jesteś gotowa, pozwolić mu, by sam wybrał swoją ścieżkę rozwoju, szedł swoim tempem. By sam wybrał, czym chce się inspirować, nawet w tobie. Podobnie, w stosunku do swoich dzieci. Czy jesteś w stanie uznać, że one wiedzą, czego potrzebują do swojego rozwoju. Że inaczej postrzegają siebie, świat, otoczenia, jak ty. Pamiętaj. Nie ważne, że w tym życiu, są twoimi dziećmi. Są nimi tylko fizycznie. Nie wiesz, co te dusze przeszły w innych wcieleniach, czego doświadczyły, jakie traumy w sobie skrywają.

    Nigdy nie wybrałyby ciebie na swojego rodzica, gdyby nie było w tobie czegoś, czego potrzebują do swojego dalszego rozwoju. Podobnie dokonał wyboru twój partner. Nie wybrałby ciebie, gdyby nie było w tobie czegoś dla niego wartościowego.

    Popatrz zatem na swoje relacje, inaczej. Jak myślisz, co było w tobie takiego, co spowodowało, że twój partner i dzieci, właśnie ciebie wybrały? Coś im umożliwiasz. Zastanów się nad tym, co to jest? I popatrz choć przez chwilę inaczej. Jeśli wybrała cię dusza problematyczna, to pomyśl, co mogła w tobie dostrzec, co by jej pomogło w dalszym rozwoju lub uzdrowieniu? To kieruje właśnie naszymi wyborami.

    Jak myślisz, czego ty się możesz nauczyć od swojego partnera lub dzieci? No właśnie. Popatrz na siebie, na to, czego szukasz dzięki nimi. Ile książek, dzięki nim przeczytałaś. Ilu zeszłaś terapeutów. Jak mocno, sama się dzięki temu rozwinąłeś. Takim właśnie darem jest dla ciebie rodzina i bliscy. Ich problemy mogą być przyczyną twojego rozwoju. Szukasz dla nich, znajdujesz dla siebie.

    I to powinniśmy zrozumieć. Ten świat pełny jest luster. Najpiękniejsze z nich, mamy najbliżej siebie. To w nich możemy dostrzec to, czego jeszcze nie rozumiemy, nie potrafimy, nie umiemy. Pokazują nam to na każdym kroku.  Takim lustrem jest dla nas nasz partner/mąż. Takim lustrem są nasze dzieci. Wystarczy jedynie uznać, że to, co nam się ukazuje, jest dokładnie tym, co powinniśmy w sobie uzdrowić i tym się zająć. Nie kombinować. Nie odkładać na później.

    Nie jesteśmy idealni i to jest piękne. Bowiem, dzięki temu, mamy przestrzeń na rozwój, postęp. Tym się bawmy. Swoją ścieżką rozwoju. Każdym, wykonywanym na niej krokiem. Każdym etapem, który osiągnęliśmy. Osiągnięcie celu, w naszym pojęciu, zawsze coś kończy, jednakże, droga do celu, to nieustanna zabawa dla duszy. Czasami trudna. Czasami wyboista. Wystarczy jednak inaczej na nią popatrzeć, jak na wyzwanie. I podążać nią z otwartym umysłem.

©Wszystkie prawa zastrzeżone Wydawnictwo Nadi
Projekt i realizacja Indico.