Skip to main content

Nieoczekiwane spotkanie bliźniaczych dusz

Czy można przewidzieć spotkanie bliźniaczych dusz? Myślę, że tak i to się dość często dzieje.

  O tym, że żyjemy w dwóch ciałach, że nasza dusza jest rozdzielona, wiemy w zasadzie od zawsze, jeśli ktoś rzeczywiście inkarnował w dwóch ciałach. Trzeba jednak uważać, potrafimy bowiem narzucić sobie pewną wizję i się jej dość mocno trzymać, co sprawia, że czasami za spotkanie z bliźniaczą duszą uważamy, no cóż, nawet zwykłe zakochanie się. Później zaś, gdy się odkochujemy, natychmiast podajemy to w wątpliwość. I szukamy dalej.

  Jeśli się jednak dana osoba mocno skupi, może naprawdę przeczuć takie spotkanie. Można też znaleźć tę energię, najpierw na poziomie snów, czuć, że to się zbliża, ale, wierzcie mi, i tak poczujecie się zaskoczeni. I tak was to wysadzi z siodła. I tak wam ta energia, która się wyzwoli w chwili rozpoznania, wymiesza wszystkie zmysły, pomiesza uczucia z emocjami, umysł zaprowadzi gdzieś na manowce. I trzeba wtedy ogromnej woli, samozaparcia, trzeźwości i rozsądku, by nie oszaleć, nie zwariować, nie dać się tej energii porwać tak, byście nie wiedzieli momentami, jak się nazywacie, a taki stan potwierdzają w zasadzie wszystkie osoby, w których życiu nastąpiło takie spotkanie. I sama także to potwierdzam. Nic w was nie będzie od tego momentu normalne. Nic nie będzie już takie samo jak wcześniej. I nawet nie będziecie chcieli, by takie było. Przeszłość stanie się od tego momentu dziwnie nieistotna. Będziecie chłonąć chwilę teraźniejszą. Zapewniam. Przeżywać swój wewnętrzny rozbłysk całym sercem i duszą. A im głębiej sięgać będzie wasza świadomość, tym głębiej go odczujecie. I to ona was może w tym momencie uratować. Zaufajcie jej. To ona sprowadzi tę energię do stanu spokoju, wyciszy ją, rozpuści w waszej duszy. I na to trzeba pozwolić, by ta energia spokojnie spłynęła w dół, a jeśli pozwolicie jej krążyć w swoich Nadi, przekaże wam całe dobrodziejstwo stanu jedności.

  Ciało się ożywi, wzrośnie chęć do działania, nagle zaczną mówić, że staliście się promieniści, wasze oczy staną się świetliste, pełne blasku, miłości i radości życia. Będzie bić od was niezwykle silne światło, choć nie będzie nikogo jednocześnie oślepiać, i nie będzie to sztuczny blask, podtrzymywany przez Ego. Ten stan nie ma nic wspólnego też ze stanem zakochania. Zanim ta fala dotrze do serca, możecie wręcz poczuć rozjaśnienie w głowie, zobaczyć, co tkwiło w podświadomości, co pozostawało w zawieszeniu, to wszystko nagle, ożywi się. Dlatego tak ważnym jest, by włączyć w to świadomość. By kierować w sobie tą energią. By nie stała się chaotyczna i nie przekształciła się w destrukcyjną falę, która obudzi w was każde nieszczęście. A może się tak stać, gdy nagle dotrze do was, że takie spotkanie, jedynie jest początkiem tego procesu – wchodzenia w pełną jedność. A wy byście chcieli już połączyć się każdą cząsteczką, jaką tylko w sobie odczuwacie, natychmiast, teraz, w tej chwili, przyśpieszyć wręcz ten proces. A tak się nie da.

  I trzeba wtedy naprawdę uważać, by nie podejmować w tym stanie ważnych decyzji, bo będziecie ich później żałować. A będziecie chcieli je podjąć, tak silnie bowiem obudzi się w was pragnienie bycia razem. Tak silna obudzi się tęsknota, by nie rozstawać się nawet na moment. Uciec gdzieś od świata, ludzi, odizolować, by być tylko ze sobą. I trzeba naprawdę na siebie uważać, gdy bowiem uruchamia się już tęsknota za bliskością, tak silna, że nie można nad nią zapanować, uważajcie, by nie wykreować sobie wtedy szybszego powrotu do świata duchowego. Uważajcie też na zachłanność, na odruch chęci pilnowania tej drugiej strony, by żadna jej cząsteczka nie skupiała się na niczym, poza nimi. W takich chwilach, wierzcie mi, wszystko chce mieć całą uwagę bliźniaka tylko dla siebie. Wszystko wręcz krzyczy wtedy: patrz na mnie! Tylko ja jestem ważna, tylko ja się powinnam liczyć. I co się dzieje, gdy tak nie jest? Wpada się zwyczajnie w rozpacz. A gdy okazuje się dodatkowo, że druga strona nie ma jeszcze tak dużej świadomości, jak wy, i u niej ten proces może przebijać zwyczajnie, łagodniej, wtedy może być naprawdę wesoło u was. Niestety, nie w sensie pozytywnym. Takie obrazki też mi bowiem często przedstawiacie. Wy, w akcie szału, rozpaczy, ciągłych wątpliwości; druga zaś strona wraca w tym czasie do zwykłej codzienności. I co wtedy? Zwątpił? A może to jednak nie bliźniak? A może trzeba coś zrobić? Może trzeba go obudzić? Może trzeba nim wstrząsnąć?

  Szok.

  Błogosławione dusze, które są świadome tego procesu i potrafią przejść przez niego z pełną otwartością. Tak, kochani, taki stan staje się wtedy błogosławieństwem dla dusz, możliwością dotknięcia w sobie najsubtelniejszych poziomów wyższej wibracji. Potrafi otworzyć podwoje wyższych światów, dać głębsze wejrzenie w siebie. Pojawiają się nagle w zasięgu naszego wewnętrznego i zewnętrznego wzroku nowe możliwości. Nagle uruchamiają się zdolności, a ich odczuwanie lub korzystanie z nich staje się niezwykle proste. Co zatem we mnie rozwinięte, staje się dostępne dla tej drugiej części mojej duszy. Co niedorozwinięte, niestety, też. W drugą stronę, działa to tak samo. Nie oznacza to, że stanę się od tego momentu, niedorozwinięta duchowo. To nie tak. Będę tego raczej świadoma w tej drugiej części duszy, ale i tak to właściciel tej części musi dokonać w sobie procesu rozwoju.

  Najgorzej dzieje się, gdy takie spotkanie następuje przy kompletnej nieświadomości jednej ze stron. To, co przeżywa bardziej świadoma osoba, gdy spotyka nieświadomego bliźniaka, wygląda jak koszmar. Miota się taka duszyczka, chodzi nakręcona, szuka sposobu, by obudzić swojego bliźniaka. A on, nic. On wręcz potrafi nagle się zniechęcić i uciec. On nie rozumie, co się dzieje? On nie widzi tego, co widzi ta druga część jego duszy? Nie wie, o co jej może chodzić? Czego ona od niego chce? Tak, takie sytuacje też się zdarzają. I nie są to łatwe do przejścia chwile. Potrafią bowiem być równie dołujące niż te, które dzieją się i w innych podobnych okolicznościach.