Skip to main content

Jedność z wyborem ścieżki

    Osoby, które doznają jedności z inną duszą, myli często to doznanie z wyobrażeniem o stanie wiecznej błogości, miłości czy też rozkoszy, z naciskiem na wiecznej. I tu tkwi sedno problemu, który pojawia się często u osób, rozczarowanych tym, że to nie trwa u nich cały czas. 
I tu wyjaśnienie. Aby wejść w jedność, substancja naszej duszy musi znaleźć się na określonym poziomie wibracyjnym. Aby tak się stało, dusza potrzebuje przejść przez całą skalę wibracyjną, by do tego poziomu dojrzeć. Nazywa się to ścieżką rozwoju duchowego. 
    Gdy jakaś część nas dojrzewa, czujemy wewnętrznie, jak dociera w pewnej chwili do poziomu, gdzie stapia się w jedność z tą częścią naszej duszy, która znalazła się na tym poziomie wcześniej i staje częścią naszego Wyższego Ja. Taki moment, jest dla nas niezwykle przyjemnym doznaniem. Zwykle, już dużo szybciej zaczynamy odczuwać własny wzrost duchowy. Czujemy się bardziej świadomi, zrównoważeni, spokojni. Dlatego też, gdy następuje ten moment, traktujemy jego w niezwykle naturalny sposób. 
Moment, w którym doznajemy jedności z drugą duszą, również bywa niezwykle przyjemnym doznaniem. Nie zawsze świadomym, ale na pewno przyjemnym, bez względu na to, na poziomie, którego ciała weszliśmy w jedność. Niestety, zdarza się i tak, że bardzo chcielibyśmy wejść z kimś w jedność, niestety, okazuje się, że nie pasujemy do tej drugiej duszy. Nasz kod duszy jest zupełnie inny od kodu tej drugiej duszy. Tu musimy wiedzieć, że nie tylko nasze ciało posiada coś takiego jak kod DNA, nasza dusza także go posiada, dlatego też, nie każdy do nas pasuje. I nie z każdym możemy poczuć, przez to jedność. Oczywiście, istnieje poziom, gdzie wszystkie rodzaje esencji przekształcają się do postaci, umożliwiającej im wejście w jedność, jednakże, do tego poziomu musimy najpierw dotrzeć. Nawet jednak wtedy, gdy już znajdziemy pasującą do nas esencję, okazuje się, że jest zbyt mało rozwinięta duchowo.
    Doznając zatem jedności z drugą duszą, która do was pasuje, trzeba wziąć pod uwagę to, jak duży procent waszej esencji duszy, jak i esencji duszy tej drugiej strony, znajduje się na tym samym poziomie, gotowym do takiego połączenia. Jeśli u was jest to dziesięć procent esencji waszej duszy, u drugiej zaś strony tylko pięć procent, nie oczekujcie, że w jedność z drugą duszą wejdzie całe dziesięć procent. Nic z tego. 
    Drugim problemem, z którym się borykają osoby doświadczające częściowej jedności, to przekonanie, iż reszta sama się naprawi i uzdrowi, i stanie gotowa do połączenia, i to po obu stronach. A gdy tak się nie dzieje, następuje rozczarowanie, że jak to, przecież już byliśmy gotowi, to, niby, dlaczego mamy jeszcze coś robić? 
Otóż, tu znów potrzeba małego sprostowania. Dziesięć procent, to dziesięć procent, nie zaś sto procent gotowości, jak niektórzy myślą. I nie nastąpi cud, ani cudowne przyśpieszenie własnego rozwoju. Nie mówiąc o tej drugiej stronie. A tego się większość spodziewa. 
    Kolejny problem, to świadomość własnych intencji, jak i chęci, by kontynuować ten proces, z tą właśnie duszą. I tu pojawia się największy problem. Bo, o ile gotowość do spotkania z taką duszą, może być wyrażona świadomie, o tyle, zdecydowanie się, by z tą duszą kontynuować podróż, może już nie być tak oczywistą chęcią. I wierzcie mi, jest to wyzwanie. I to duże. 
    Są oczywiście i tacy, którzy się na to decydują, by przejść z drugą duszą, w ścieżce do jedności przez jej cień. A nie jest to bowiem łatwe wyzwanie. Kto z was szedł przez cień, pomagając drugiej duszy, ten wie, o czym mowa. Z własnym cieniem mamy często ogromne problemy i zdarza się, że potrzebujemy pomocy, a co dopiero zmaganie się z cieniem drugiej osoby.
    Wiele osób, docierających do tego punktu, doświadcza czegoś w rodzaju rozdarcia wewnętrznego: kontynuować proces jedności, czy porzucić tę drugą stronę, w tym miejscu i iść dalej samemu. To naprawdę nie jest łatwe. Bowiem, jakaś część nas zawsze będzie chciała kontynuacji tego procesu. Inna zaś będzie chciała wolności. 
Tu niestety, ale nie podpowiem, co zrobić, bowiem, to zależy tylko od was i od waszych sił, czy się na to zdecydujecie. Jeśli nie czujecie się na siłach, by kogoś prowadzić przez cień, nie angażujcie się w ten proces, bo oberwiecie. Jeśli czujecie, że macie tyle sił, myślę, że decyzja będzie dla was łatwa. Pamiętajcie też, że cudzy proces, dla was zawsze będzie lustrem. Wchodząc w cudzy cień, idziemy najpierw swoją własną ścieżką.
    Nie oskarżajcie też tej drugiej duszy, że to przez nią zmagacie się teraz z własnym cieniem. I tak by to w końcu nastąpiło. Lepiej się wtedy skupić na tym, co się ukazało do pracy i potraktować to, jak czystą możliwość dokonania w sobie dość ważnej przemiany wewnętrznej. Szukanie winnych jeszcze nigdy nie rozwiązało problemu.
Jaka zatem rada na koniec? Nie panikujcie. Nie denerwujcie się proszę, że to koniec i nie trzymajcie się tej drugiej duszy na siłę. Jeśli doznała z wami jedności, wróci. Kto tego naprawdę doznał, zawsze będzie chcieć więcej, aż do doznania pełni. Tak to jest bowiem zaprogramowane. Nie róbcie też niczego na siłę. Pracujcie nad sobą, wznoście swoją wibrację duszy coraz wyżej, a doznanie samo przyjdzie.